środa, 31 lipca 2013

"Wieś pogórzańska" w Szymbarku...







                       







   ... jest gdzieś prawdziwa ta wieś
   Zielona pachnąca lnem
   Z ulami wśród łąk
   Z garnkami co schną
   Na płotach, do góry dnem
   Z chatami wśród pól?       
  Urszula Sipińska






Dawna  polska wieś należy już do przeszłości... Miała niezaprzeczalny urok, piękno i prostotę... To co oglądamy w skansenach to zasługa wielkich pasjonatów... W muzeach na wolnym powietrzu możemy podziwiać namiastkę dawnej wsi... W Szymbarku dane mi było podziwiać Skansen wsi pogórzańskiej... Pogórzanie, to lud zamieszkujący okolice Gorlic, Jasła, Krosna, Brzozowa... Ten skansen, powstał dzięki niezłomnej pracy prof. Romana Reinfussa.  Teraz siedzi pod ogromną brzozą i podziwia  dziewiętnastowieczną, ukochaną wieś... Rzeźbę ufundowano w stulecie urodzin wielkiego etnografa i badacza sztuki ludowej...






Byłam w wielu skansenach... Każdy jest inny i każdy ma swój specyficzny klimat... Dla mnie to miejsce magiczne... Miejsce w którym zgromadzono wiele eksponatów kultury regionalnej... Tutejsze  chaty budowane były z drewna jodłowego ze słomianymi czterospadowymi dachami. Są konstrukcji zrębowej. Przerwy między belami utykano mchem lub słomianym warkoczem ... Na podwaliny używano drewna dębowego...





Skansen powstał w latach 80-tych XX wieku... Na powierzchni około 2 ha rozłożono 15 obiektów, które reprezentują typową dla Pogórza Gorlickiego architekturę wiejską oraz kulturę ludowa regionu... Kiedy weszłam na teren skansenu znalazłam się w innym świecie. Pachniało świeżo skoszoną trawą, suszonym sianem i wszędzie rosnącymi kwiatami... Na łączkach kwitły dzikie  zioła... Słychać było brzęczenie owadów. W powietrzu mieszały się aromatyczne zapachy... Pogoda była cudowna, świeciło lipcowe, gorące słońce...





W wiejskich ogródkach rozkwitały słoneczniki, malwy, floksy... Zaskoczona  i trochę zdziwiona patrzyłam na kwitnące latrie kłosowe i lilie... Dlaczego znalazły miejsce w wiejskim ogródku? Raczej nie są spotykane w takich miejscach... Myślę, że ktoś je bardzo umiłował i postanowił zasadzić je w wiejskim ogródku... Przez otwarte małe okienka zaglądałam do wnętrza. Drzewa  uginały się pod ciężarem jabłek... Na grządkach rosły warzywa, na małych poletkach  rozkwitał modry len,  na tyczkach piął się jasiek... Fasola, groch, kapusta to główny pokarm dawnej wsi nie mogło ich zabraknąć i w tym skansenie...





W skansenie rekonstrukcją są dwa eksponaty... Krzyż przydrożny i piec garncarski... Krzyż jest wzorowany na powszechnie występujących na terenie Pogórza drewnianych krzyżach z kapliczkami. W kapliczce znajduje się figurka drewniana z wyobrażeniem Chrystusa Frasobliwego... Piec został zbudowany z tradycyjnych materiałów przez garncarza ze wsi znajdującej się w pobliżu Gorenic...






Spacerując po skansenie mijam jeden z najstarszych spichlerzy zachowanych na Pogórzu... Został zaadoptowany na cele administracyjne. Tutaj znajduje się kasa... Dalej jest chałupa średniozamożnego gospodarza, stodoła przeniesiona z zamożnej zagrody. Nie mogło zabraknąć dwudzielnej obory. Było tutaj pomieszczenie dla krów, kur... Wiatrak ustawiony jest na metalowym słupie-osi co pozwalało na obracanie mechanizmu wraz całą obudową, w zależności od kierunku wiatru... Jest kuźnia, chałupa dymna, olejarnia, studnia... Oczywiście nie mogło zabraknąć przybytku...WC. Jeszcze tylko spoglądam przez okno  chałupy... Potem zeszłam kamiennymi schodkami w dół wzgórza... Moim oczom ukazały się przepiękne, niezapomniane widoki na pasmo górskie... Żal stąd odjeżdżać ale przyszedł czas by pojechać dalej...






Dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie...


poniedziałek, 29 lipca 2013

Annecy, francuska Wenecja...





Pamiętaj, 
najpiękniejsze chwile w życiu często przychodzą niezapowiedziane...
H. Jackson Brown



          




W czasie podróży po Francji dotarliśmy również do malowniczego miasteczka Annecy... Jest przeurocze, z malowniczą, pełną klimatu zabudową... Ma długą historię bo powstało jeszcze w czasach rzymskich...  Jednak jego złote lata przypadły na XVI wiek... Na czasy kontrreformacji... Położone nad krystalicznie czystym jeziorem Lac d'Annecy... W jego wodach przeglądały się majestatyczne Alpy, których potężne ściany górskie zamykają horyzont... Oczarowała mnie niezliczona ilość kwiatów i zieleni, którą lubię tak bardzo... Obdarzyłam to miejsce niezwykle silnym uczuciem...






Góry zdają się być wszędzie... Na wschodzie Mont Veyrier, na północnym wschodzie Le Semnoz, na południowym zachodzie Parmelan, a w środku najwyższy, królujący La Tournette... Stałam jak wryta, lecz nikt poza mną nie dostrzegł cudu - ten cud należał tylko do mnie... Powtórzyłam za Judy Budnitz... Ależ tu pięknie a ten widok dosłownie zahipnotyzował mnie... I to co teraz napiszę jest szczere a nie żaden utarty slogan: Zakochałam się w tym miasteczku.... Położone na bardzo zróżnicowanej rzeźbie terenu od 418 do 926 m n.p.m.






Annecy, to sabaudzka perełka... Mało powiedziane, to prawdziwa perła...  Miasteczko jest przeurocze, a na dodatek z  piękną zabudową... Często nazywane Francuską lub Alpejską Wenecją... Skąd taka nazwa? Jest to zasługa rzeki Thiou i kanałów, które bardzo licznie przecinają Stare Miasto i miasteczko... Na środku rzeki stoi Palais de I'Isle czyli Pałac na Wyspie... Wybudowany około 1100 roku, należał do Pana Annecy... Od średniowiecza aż do XIX wieku, został  zamieniony na więzienie... Obecnie mieści się tutaj Muzeum Sztuki Współczesnej... Niestety, ja za takową nie przepadam więc oszczędziłam sobie zwiedzania...






Na Starym Mieście dominują wąskie uliczki z ciekawymi zaułkami, malowniczymi kamienicami, sklepiki z oryginalnymi winami, oliwą...i Bóg wie  z czym jeszcze. Wzdłuż rozlokowały się restauracyjki, urocze knajpki i...lodziarnie. Zawsze uważałam, że najcudowniejsze, najpyszniejsze są włoskie gelati. Ich boskiego smaku... w żaden sposób nie można opisać. Kto je jadł to doskonale wie o czym mówię... A tu nagle zaskoczenie... Obłęd... Co wybrać? po cztery rodzaje jest  moich ulubionych lodów; cytrynowych, mango i pistacjowych...  Na pierwszy rzut idą niebiańsko pyszne cytrynowe i mango... Pyszność nad pysznościami... A ponieważ jest dosyć ciepło bo temperatura dochodzi do 39 st.C w cieniu, wypada dla zdrowotności kupić następną porcję... Wierzcie mi na dwóch porcjach się nie kończy...  Muszę się przyznać, że jestem  uzależniona jeżeli  są to oczywiście włoskie, austriackie, francuskie lody...





Gdzie się nie spojrzy to wszędzie woda, a jej turkusowy kolor tworzy niezapomniany widok... Jest i skuter ale jak poruszać się po tak wąskich uliczkach? Nie tylko wąskich ale bardzo krótkich... Niektóre mają  pięć metrów długości... Rezygnujemy, bo lubię podziwiać stare kamienice w kolorze ochry i różnorakich pastelowych kolorach...






 Zachwyca mnie ogromna ilość kwiatów... Są wszędzie. Na parapetach okien, balkonikach,  na balustradach mostków, mostów, rosną w ogromnych donicach... To kwiaty i kanały tworzą niepowtarzalny klimat tego miejsca... Aha, w tej dużej donicy rośnie rośnie...burak liściowy. Buraki, jarmuż, kapusty są wkomponowane w rośliny kwiatowe...Na widok warzyw zaczęło nam burczeć w brzuszkach... Idziemy zjeść coś pysznego... Wybieramy słynne tartiflesttes z serem reblochon...



A gdy jest się spragniony? zawsze możesz napić się wody zdatnej do picia. Takich "źródełek" jest tutaj wiele...Wzdłuż jeziora po jego obu stronach prowadzi promenada. Po prawej stronie ciągną się ukwiecone rabaty, po lewej rosną ogromne platany o szerokich konarach dające cień spacerującym... A gdy się patrzy na jezioro, to  swym kształtem przypomina francuski rogalik. Małą atrakcją są dziesiątki  pływających łabędzi... Jezioro powstało 18 000 lat temu w wyniku topnienia i przesuwania się lodowca alpejskiego. Pływają po nim liczne statki,  jachty, żaglówki... Jest i fontanna ale dużo mniejsza niż ta w Genewie.
To miejsce zachwycało już w czasach rzymskich. Dopiero pierwsze dokumenty historyczne z 1107 roku  o nim wspominają... Miasto rozkwitało do czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej... Później zaczęły się represje, aresztowania, niszczenie kościołów, i wszystkiego co z nimi było związane a więc; rzeźb, obrazów, krypt, dzwonnic... Pod sam koniec XIX wieku Annecy zostaje na nowo odkryte przez artystów, malarzy... Bywał i tworzył tutaj m.in. Paul Cezanne... Skoro zakochałam się w Annecy, więc o tym mieście będą kolejne posty i kolejne zdjęcia...  A gdy Was zbyt mocno znudzę, szczerze mi o tym  napiszecie w komentarzach...






Wszyscy znamy tradycję wrzucania monet do wody... Ma nam zapewnić  rychły powrót do danego miejsca... Nie miałam sumienia wrzucić monety do najczystszej wody jaką kiedykolwiek widziałam... Pragnę tutaj wrócić... Znalazłam rozwiązanie... Pieniążek wrzuciłam do studni...  Tradycji stało się zadość... Mocno wierzę, że wrócę do Annecy...






   Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
   Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
   Pozostawiam serdeczne pozdrowienia...