niedziela, 30 lipca 2017

Szklarnia z fuksjami w Ogrodzie Botanicznym w Kolonii





Deszcz padał przez dwa tygodnie. Potem niebo się nagle przejaśniło
i nastał cudowny, słoneczny dzień. 
Był on tak piękny, że piękniejszego trudno sobie wyobrazić.
Prace na roli były bardzo opóźnione
i pewien gospodarz zaczął szukać swojego pomocnika.
Wysłał córkę aby go odnalazła. 
Ta zobaczyła go wyciągniętego na słońcu przed swoją chałupą.
Twarz miał zwróconą ku słońcu. 
Zganiła go za lenistwo i stanowczo wezwała do pracy.
ten przyjrzał się jej z uśmiechem i powiedział:
"Czy ty naprawdę myślisz, że dam ci się wynająć w taki piękny dzień?"

Przyzwyczailiśmy się tak bardzo do tego,
że możemy sprzedawać i kupować wszystko,
na co mamy ochotę.
Przestaliśmy zdawać sobie sprawę z tego,
że istnieją jeszcze rzeczy "bezcenne".
(Bruno Ferrero)






Mieliśmy ponad trzy godziny do odprawy.samolotowej w Kolonii... Ten wolny czas postanowiliśmy spędzić wśród najbardziej fascynującej roślinności  z odległych zakątków świata... Chcieliśmy pooddychać wyjątkowym zapachem kwiatów, pospacerować alejkami wśród wiekowych i ciekawych drzew i krzewów... Tutaj każdy zakątek wygląda niczym obraz z galerii... Na każdym można znaleźć coraz to inny i ciekawszy fragment krajobrazu... Takim niezwykłym miejscem gdzie to wszystko można zaobserwować jest Ogród Botaniczny w Kolonii... I chociaż odwiedziłam go drugi raz to, to za każdym razem zainteresowało mnie coś innego... 






Park Flory i Ogród Botaniczny zajmują sporą powierzchnię bo około 12 ha... Można tutaj było podziwiać ponad 10 000 roślin, w tym prawie 2000 w ogrodzie alpejskim... Około 5000 roślin było zgromadzone w  pięciu  ogromnych szklarniach... W szklarni głównej znajdowały się rośliny lasów tropikalnych, w podzwrotnikowej były kamelie, srebrniki (Protea L) wiecznie zielone drzewa lub krzewy o skórzastych liściach... W trzeciej szklarni znajdowały się kaktusy i sukulenty z pustyń świata... W czwartej szklarni można było zobaczyć kawę, cynamon, ananasy, kakao, trzcinę cukrową, wanilię, ryż, lotosy, lilie wodne, są oliwki i drzewa pomarańczowe... Te szklarnie  w obecnej chwili, prawdopodobnie  już nie istnieją... Na ich miejscu powstaje nowoczesny kompleks szklarniowy... Jego otwarcie ma nastąpić w 2019 roku... Gdzieś na uboczu jest szklarnia, która prawdopodobnie nie będzie modernizowana i to własnie w niej mogłam podziwiać wyjątkowe, pełne wdzięku fuksje...






Fuksje to naprawdę zniewalające kwiaty w przepięknych kolorach i w setkach odmian... Doceniały je już nasze babcie i często nazywały je ułankami... Teraz znowu wróciły do łask staromodne kwiaty w nowych odmianach... W warunkach naturalnych rosną w górskich lasach Ameryki Środkowej i Południowej... Doskonale znane Inkom i Majom, dopiero w XVII wieku dotarły do Europy i niemal od razu zdobyły dużą popularność...  Odkrył je w 1696 roku na Haiti Charles Plumer  będący w służbie  Ludwika XIV króla Francji... Plumer zachwycony rośliną nadał jej nazwę - Fuchsia, na cześć profesora L. Fuchsa... Spaceruję wśród zielonych roślin i  zachwycam się dekoracyjnymi kwiatami funkcji...






Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze...
Życzę miłego, słonecznego tygodnia...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...





czwartek, 27 lipca 2017

Spacer po Norymberdze








Dziś pragnę Was zabrać na  spacer po Norymberdze,  jednym z najpiękniejszych miast Europy, potęgi średniowiecza i twórczej myśli renesansu... Miasta, 
z niezwykle bogatą historią w tle, które jest sercem dzisiejszej  Frankonii będącej częścią Bawarii... Przypomnę, że Frankonia to  kraina historyczna 
w południowych Niemczech, która  jest spuścizną po państwie Franków...  Norymberga  w 90 % została zbombardowana a teraz jest zachwycającym, średniowiecznym  miastem...  Chociaż tylko nieliczne budowle  to autentyczni świadkowie wieków, reszta to doskonała praca konserwatorów i architektów...
Z perspektywy historii, Norymberga  jest jednym z najważniejszych miast Niemiec... A jak wyglądało miasto pod koniec lat pięćdziesiątych XX wieku obrazuje zdjęcie, które prezentowane było na jednej z wystaw...


Norymberga została wspaniale odbudowana po zniszczeniach II wojny światowej i pełna jest pięknych zabytków...  Tylko mogę domyślić się jak zjawiskowo wyglądała w latach 90 -tych XIX wieku kiedy odwiedził  ją Stanisław Wyspiański i w swoich listach składa hołd jej urodzie... 22  lipca  1890  roku  śle
w języku niemieckim kartę korespondencyjną do  Polski do Stanisława   Estreichera,  swego  przyjaciela... W tłumaczeniu brzmi ona  tak:

Siedzę sobie teraz w Norymberdze,
tym arcyciekawym mieście
gdzie wszystko takie starożytne,
i po gotycku sfałdowane,
dziewczynki, po durerowsku, blondynki,
mężczyźni spici jak bele.
Norymberga, zapewne głęboko  zapała mu w pamięć, skoro wraca do niej często myślami i wszystkich znajomych namawia do zwiedzania miasta...








Atmosfera tego miasta kojarzy się głównie z wcześniejszymi wiekami...   Już w połowie XI wieku istniał tu zamek, a miejsce to nazywane było Górą Skalistą czyli Nuorenberc... Od XIII wieku miasto rozwijało się błyskawicznie ponieważ leżało na szlaku handlowym z Rzymu do północnej Europy... Przywileje cesarskie i tradycyjne rzemiosło,  jakim był wyrób przedmiotów z metali szlachetnych, otworzyły przed handlem Norymbergi całą Europę, począwszy od Krakowa po Lizbonę, od Wenecji po Lyon...  XV i XVI wiek to najlepszy okres w dziejach Norymbergi...  Rozwija się nauka, sztuki piękne, i kultura... To właśnie tutaj w 1543 roku ukazało główne dzieło  Mikołaja Kopernika " O obrotach sfer niebieskich"...  Tu pracował Wit Stwosz i Albert Dürer...  W ich czasach Norymberga była miastem kosmopolitycznym, w którym można było spotkać pisarzy i matematyków, geografów i teologów, artystów i kupców... Spaceruję niespiesznie uliczkami Starego Miasta a kamienie głośno mówią o niemieckiej przeszłości... A duchy cesarzy przechadzają się po potężnej warowni, która góruje nad Starówką... Zamek, a w rzeczywistości to trzy zamki: cesarski, miejski, burgrabiego były na przestrzeni wieków przebudowywane i rozbudowywane...



W 1493 roku Hartman Schedl  niemiecki lekarz, historyk, humanista, malarz i jeden z pierwszych kartografów w swojej Kronice Świata ukazuje  wiele miast tamtych czasów m.in. Norymbergę, Kraków, Pragę, Florencję... Hartman Schedl  doskonale namalował Norymbergę... Nad miastem czuwa potężny zamek, po lewej stronie można rozpoznać iglice wież kościołów św. Wawrzyńca i św. Sebala... Stare Miasto otoczone było potężnymi murami z basztami i bramami... Powstanie Kroniki  Świata zawdzięczamy Gutenbergowi, który był złotnikiem,  i drukarzem...  To on był twórcą pierwszej przemysłowej metody druku na świecie...






U podnóża zamku znajduje się bardzo urokliwe miejsce  z szachulcowymi domami, brukowaną  nawierzchnią, kawiarenkami...  Na rogu stoi dom z 1420 roku, jeden z niewielu zachowanych oryginalnych zabytków Norymbergi, w którym w latach 1509 - 1528 mieszkał  słynny malarz, grafik, filozof, wyznawca sztuki mistycznej Albrecht Dürer... Muszę się przyznać, że jestem jego malarstwem  zafascynowana...  Dom w którym mieszkał artysta, urządzony jest w stylu późnego średniowiecza... Wnętrza świetnie oddają warunki życia i stosunki domowe wielkiego artysty... A na Placu Alberta Dürera znajduje się oczywiście jego pomnik...






Do tego serca miasta przytuliły się świątynie z cennym wyposażeniem... Gotycki kościół świętego Sebala zawiera takie cuda jak rzeźba "Ukrzyżowanie" Wita Stwosza... Na Rynku jest gotycki  halowy kościół  NMP, słynie z zegara z mechanicznymi figurkami... Za rzeką opodal rynku wznosi się najważniejszy gotycki kościół świętego Wawrzyńca ze wspaniałym dziełem Wita Stwosza "Zwiastowanie", przepięknym portalem, gotyckimi ołtarzami, tryptykami i wspaniałymi witrażami...









Długi spacer po mieście sprawił, że zrobiliśmy sobie chwilową przerwę na kawę przy starowiejskim rynku... Po jej wypiciu byliśmy gotowi do dalszej wędrówki... Tutaj, na staromiejskim rynku pyszni się gotycko-renesansowy ratusz  a  w północno - zachodnim rogu placu  znajduje się późnogotycka studnia wieżowa Schöner Brunnen - Piękna Fontanna...






Muszę przyznać, że piesze zwiedzanie Starego Miasta z jej idealnie zachowanymi zabytkami, nieregularnymi, często brukowanymi uliczkami po obu stronach rzeki Pegnitz, jest mimo dużej powierzchni prawdziwą przyjemnością... Przy uliczkach, którymi wędrujemy nie brakuje miejsc serwujących lokalne specjały... Oczywiście, obowiązkowy jest precel z ciasta drożdżowego, doskonały dodatek do piwa...

Norymberga słynie z kiełbasek - Bratwurst... Ten przysmak przyrządzany jest od 700 lat... Nie zjeść go to duży błąd...Wurst w Niemczech jest jak pörkölt (gulasz) na Węgrzech, pierogi w Polsce, knedle w Czechach  czy ciorbă w Rumunii...  Jest pora obiadowa... Zaczynamy być głodni...  Nie może być inaczej... Zamawiamy  kiełbaski   z sałatką ziemniaczaną, doprawioną białym, winnym octem  i  olejem... Zawsze danie  podawane jest na talerzach z cyny...  Długość kiełbasek to 7 - 9 centymetrów i każda waży nie więcej jak 25 gramów...

 Dlaczego takie maleńkie? jak mówi pewna legenda kiełbaski były dostarczane więźniom przez  specjalnie wydrążone otwory w ścianach celi... Wg innej legendy, oberżyści mogli je sprzedawać głodnym gościom nawet po nastaniu ciszy nocnej podając je przez dziurkę od klucza...

Norymbergę poznałam dopiero w maju tego roku i od razu mnie zauroczyła swym niezwykłym, klimatem... Od pierwszego wejrzenia zakochałam się w szachulcowych kamienicach, perełkach architektury, urokliwych uliczkach, wspaniałych gotyckich świątyniach, muzeach z cennymi ekspozycjami, przepięknych fontannach... Uchwyciłam w obiektywie urokliwe miejsca i ciekawe zabytki będące pamiątką przeszłości, posiadające znaczną wartość historyczną, kulturową i naukową... Będę je sukcesywnie prezentować na swoim blogu bo to miasto jest tego warte...







Bardzo dziękuję, że mimo zabiegania i urlopów znajdujecie czas, by odwiedzić mój skromny blog... Dziękuję za  pozostawione komentarze...
Serdecznie wszystkich pozdrawiam...